.

.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Chapter 19: Truth doesn't make a noise: So get prepared for war (cz. 2)

Rilnen miała wrażenie, że za chwilę trafi ją szlag i to nie dlatego, że była wściekłą na siostrę, tylko dlatego, że Ivrel miała rację. Jednak młoda była zbyt dumna, by przyznać się głośno do porażki, więc poprzestała na westchnięciu rezygnacji i opuszczeniu klasy ze zwieszoną głową. Przez resztę dnia jednak zdążyła zapomnieć o sprzeczce z siostrą, gdyż wieczorem okazało się, że ma większe kłopoty.
– Ril, proszę cię. Uspokój się. – Lydia siedziała na ławce oparta plecami o szafkę. – Za chwilę tu będą.
– Są spóźnione czterdzieści minut! – Blondynka przemierzała szatnię dziewczyn wzdłuż szafek szesnasty raz.
– Pewnie, tak jak ja, nie zrozumiały, dlaczego mamy zbiórkę cheerleaderek półtorej godziny przed meczem.
– Bo musimy zrobić rozgrzewkę…
– To zajmuje piętnaście minut…
– …muszę sprawdzić, czy wyglądają przyzwoicie, nie puszczalsko…
– Pomponiary powinny wyglądać puszczalsko.
– A może my jesteśmy nową generacją?
Drzwi szatni otwarły się na oścież i roześmiana reszta składu wsypała się do środka. Na widok wściekłej Rilnen uśmiechy zeszły im z twarzy. Tylko Lydia nadal wyglądała jakby cała ta sytuacja niesamowicie ją bawiła.
– Nie jesteśmy nową generacją cheerleaderek – stwierdziła rudowłosa i parsknęła śmiechem.
Rilnen zmierzyła wzrokiem każdą dziewczynę z drużyny oceniając, jak bardzo nie zastosowały się do jej wytycznych na temat wyglądu. Żadna z nich nie ubrała spodenek pod spódniczki, a bluzeczki więcej odsłaniały niż zasłaniały.
– Czy wy, tępe dzidy, macie choć odrobinę wyobraźni?! – Christensen krzyczała tak głośno, że Lydia musiała zasłonić uszy dłońmi. – Przecież wywijamy tymi dupskami, wszystko wam będzie widać! Mi nie płacą za reklamę majtek! Jak wam, kurwa, nie pasuje, to możecie nago wyjść, różnicy to nie zrobi!
Żadna z dziewczyn nie odważyła się przerwać Rili. Wszystkie wpatrywały się w swoje buty.
– Jak szmaty wyglądacie, wiecie?! Nawet ciała swojego nie szanujecie, a chcecie, by was szanowano?! Rozbierać to ja się mogę na sektorze w lato przy stanie trzy zero dla Ruchu! – Zakończyła wywód westchnięciem. Przejechała dłonią po twarzy, po czym sięgnęła po torbę, która leżała pod ławkami i rzuciła ją drużynie pod nogi.
– Co to jest? – zapytała Lydia, podnosząc się z ławki. Kucnęła przy torbie i ostrożnie pociągnęła za suwak. Wyciągnęła z torby bordową koszulkę męskiej drużyny lacrosse Beacon Hills High. – Ukradłaś te koszulki włamując się do szatni chłopców?
– Oj tam, zaraz ukradłam. Pożyczyłam… – Niebezpieczny uśmiech rozciągnął się Rili na twarzy. – No dobra, włamałam się, ale oddamy to po meczu. Ubierać się.
Cheerleaderki miały kwaśne miny, ale posłuchały rozkazu pani kapitan i niechętnie zaczęły wyciągać koszulki z torby.
– Te gacie z dresu też macie przyodziać – dodała Christensen, kiedy dziewczyny zaczęły komentować, iż całkiem nieźle wyglądają w samych koszulkach, sięgających im do połowy ud.
W końcu po pół godzinie marudzenia, drużyna była gotowa do wyjścia. Rilnen pewnie popchnęła drzwi frontowe i wyprowadziła drużynę ku stadionowi Lacrosse’a, ale gdy zobaczyła, jaki tłum zebrał się na trybunach, trema ścisnęła jej żołądek.
– Dlaczego jest tu tak dużo ludzi? – zapytała, zatrzymując się za ławeczkami, gdyż Cheerleaderki miały się pokazać dopiero, gdy zapowie je spiker.
– Jakoś nie miałaś zahamowani przed dziesięcioma tysiącami kibiców, by zapierdolić fanę Górnika.
And makes me stronger than before
Rilnen podskoczyła, kiedy za jej placami pojawiła się Ivrel. Wyglądała jak na co dzień, ale Ril wiedziała, że cos jest nie tak i wcale nie potrzebowała wyczulonych zmysłów, by wiedzieć, że jej siostra się denerwuje, choć dobrze to ukrywa. Nie chcąc wszczynać kolejnej kłótni, młodsza Christensen postanowiła puścić kąśliwą uwagę mimo uszu.
– A kogo tak wypatrujesz? – Lydia przyglądała się Ivrel zmrużonymi oczami.
– Hirumy – mruknęła czarnowłosa, wciąż węsząc w powietrzu.
– Zamiast wąchać i wyglądać głupio, może po prostu spójrz na trybuny. – Martin pociągnęła Iv za rękaw kurtki i wskazała na lewą trybunę. U jej podnóża postawiono długi stół, przy którym zasiadał już Youichi i zawzięcie pisał coś na klawiaturze swojego laptopa.
– Co to, do cholery, jest? – zdziwiła się Rilnen, zaglądając Iv przez ramię.
– Youichi został spikerem. Nie wiem, o co wam chodzi – żachnęła się Ivrel, kiedy młodsze dziewczyny wymieniły znaczące spojrzenia. Nie czekając na ich odpowiedź, podeszła do stołu spikerskiego i dosiadła się do Hirumy, który uśmiechnął się szeroko.
– Miejmy na nią oko – stwierdziła Ril, a Lydia kiwnęła głową.
Schowały się ponownie za ławkami i nie zauważyły, że na trybunach pojawił się ktoś, z goła odmienny od reszty kibiców Cyklonów.
Jasnoniebieskie włosy Grimmjowa Jaeggerjaqueza wzbudzały spore zainteresowanie wśród publiczności, ale mężczyzna zdawał się tym nie przejmować. Stanął z lewej strony trybun i wyraźnie szukał kogoś wzrokiem. Kiedy Youichi podbiegł do niego, Grimmjow nawet nie uraczył go spojrzeniem.
– Co ty tu robisz, do diabła?
– Nic cię to nie powinno interesować, gówniarzu.
– Przeszedłeś, by się z nią spotkać? – Hiruma wskazał głową Ivrel, ustawiającą parametry na swoim aparacie.
– Przyszedłem, by zabrać to, co oferuje. I radziłbym ci trzymać się z daleka. – Grimmjow dźgnął brata w pierś odsuwając go sobie z drogi.
Pewnym krokiem podszedł do stanowiska komentatorskiego, gdzie Ivrel już siedziała. Gdy go zobaczyła, przez ułamek sekundy wyglądała na zdziwioną, ale później  na jej ustach rozkwitł zalotny uśmiech.
– Nie powiedziałam, że się z tobą umówię.
– To tylko kwestia czasu. – Grimmjow usiadł na trybunie tuż za komentatorką.
– Co ty tu w ogóle robisz? – zapytała Iv, wykręcając się na krześle.
– Słyszałem, że mój brat ma ważną rolę podczas meczu. Chcę zobaczyć, jak sobie poradzi.
Ivrel prychnęła. Bardzo denerwowała ją pewność siebie Grimmjowa. Nie chciała tego przyznać głośno, ale mężczyzna strasznie jej się podobał. Od zawsze miała słabość do ekscentrycznie wyglądających facetów, a Jaeggerjaqez i jego niebieskie włosy to po prostu ucieleśnienie jej marzeń. Stanowił dokładne przeciwieństwo Dereka Hale’a, który był przykładem typowego mięśniaka o zarośniętej gębie i napakowanych łapach, mającego siano w głowie. Grimmjow zdawał się częściej używać mózgu niż siły fizycznej, a jego przenikliwe spojrzenie przyciągało bardziej niż magnes.
– Spadaj stąd, Grimmjow. – Hiruma nagle pojawił się obok Iv i rzucił bratu mordercze spojrzenie.
– Miel dalej tym jęzorem, a zaraz go możesz nie mieć i będziesz komentować mecz na migi. – Niebezpieczny błysk pojawił się w oczach niebieskowłosego, co sprawiło, że serce Iv zabiło szybciej.
– Youichi, jest jeszcze trochę czasu do pierwszego gwizdka… – Wilczyca wyciągnęła z torby swojego ukochanego Canona i wcisnęła go w dłonie Youichiego, rzucając mu znaczące spojrzenie. – Porób trochę zdjęć, dobrze? – rozkazała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
It's not a question about trust
Chłopak prychnął, ale posłusznie oddalił się, a Iv jeszcze przez moment patrzyła za nim, jednocześnie zauważając wchodzącego na trybuny Dereka Hale’a. On też musiał przyuważyć ją i jej towarzysza, bo brwi zbiegły mu się na środku czoła. Ivrel starała się wyczuć emocje wilkora, ale skubany dobrze się maskował. Nie mogła pozwolić sobie na taką zniewagę. Nie była pewna, czy chciała zrobić na złość Derekowi i wydębić od niego jakąkolwiek inną reakcję, czy po prostu działała na nią pełnia i urok Grimmjowa, ale niewiele myśląc, wypaliła:
– Spotkamy się po meczu. – I przypieczętowała swoją obietnicę namiętnym pocałunkiem, który Jaeggerjaquez skwitował głębokim pomrukiem zadowolenia i tajemniczym uśmiechem. Przejechał wierzchem dłoni po jej policzku i opuścił trybuny unosząc wysoko głowę. Dopiero po paru chwilach Ivrel odzyskała zdolność prawidłowego myślenia i zdała sobie sprawę, skąd zapach Grimmjowa jest jej znajomy. Wcale nie poznała go pierwszy raz na imprezie halloweenowej.



– Ja pierdolę – skomentowała Rilnen i pociągnęła Lydię za rękaw pokazując jej między ławkami co wyczynia jej siostra. – Widzisz to, co ja?
– Gratulacje, panie niebieskowłosy, został pan zwycięzcą listopadowego konkursu „Noc z Ivrel Christensen”… – Martin nie bardzo przejęła się zachowaniem wilczycy, w przeciwieństwie do Ril, której myśli pędziły jak szalone.
– Nie wydaje ci się ten facet podejrzany?
– Może trochę, ale uważam, że przesadzasz…
Christensen westchnęła, nie znajdując wsparcia u przyjaciółki. Po chwili pacnęła się otwarta dłonią w czoło.
– No tak, przecież ciebie tam nie było!
– Gdzie mnie nie było? – zdziwiła się Lydia, ale nie doczekała się odpowiedzi, bo Rilnen już myślała o czymś innym.
– Potrzebuję Stil… – Popatrzyła w stronę męskiej szatni, po czym przeniosła z powrotem wzrok na trybuny. – Nie – mruknęła, po czym zerwała się z miejsca bez wyjaśnień.
– Ona jest gorsza od Stilinskiego – stwierdziła zrezygnowana Martin, ale ruszyła za przyjaciółką, która już wyciągała z ławki Dereka Hale’a, ciągnąc go za rękaw skórzanej kurtki.
– Czy ty widziałeś, co ona wyprawia? – rzuciła Ril, zanim Derek zdążył warknąć „o co ci chodzi”.
Mężczyzna wzruszył ramionami.
– Jest wolną kobietą…
– Nie taka była umowa!
– Wilków nie trzyma się na smyczy.
– A może ona lubi takie rzeczy, nie wiem, zrób coś, błagam cię, zanim wpadnie w łapy tego cholernego panterołaka!
– Co? – zapytali jednocześnie Derek i Lydia patrząc na Ril jak na idiotkę.
– Z kim ja pracuję… – Blondynka przejechała dłonią po twarzy. – Jakiego koloru są włosy Grimmjowa Jaeggerjaqueza, którego przed chwilą śliniła moja siostra?
– Niebieskiego – odpowiedziała banshee.
– A jakiego koloru była pantera, która zaatakowała nas na cmentarzu?
– Niebieskiego. – Derek nachmurzył się, rozumiejąc, o co chodziło dziewczynie.
– Więc następnym razem, jak się ten gnojek pojawi, to rusz swoim wilkołaczym nosem i potwierdź moją teorię. – Poklepała Hale’a po ramieniu i wróciła do cheerleaderek.
But will you stand with us
– Naprawdę myślisz, że ten koleś jest panterołakiem? – zapytała Lydia, ściszając głos.
– Ja to wiem. O, nie.
– Co jest?
– Oni… wszyscy… – Rilnen zaczęła machać ręką w kierunku ławki Cyklonów, a jej oczy rozszerzyły się z przerażenia.
Ale zanim Lydia zdążyła jakkolwiek pocieszyć przyjaciółkę, z głośników popłynęły znajome dźwięki piosenki „Undead”, której instrumentalną wersję Ril wybrała na moment, w którym spiker miał zapowiedzieć ich występ. Trybuny ucichły, a Hiruma założył słuchawki z mikrofonem.
– Dobry wieczór, panie i panowie! Witamy na pierwszym w tym sezonie, tak bardzo wyczekiwanym meczu lacrosse’a! Nazywam się Youichi Hiruma, a przed państwem, historyczny moment, po raz pierwszy na murawie w historii szkoły, cheerleaderki liceum Beacon Hills!
Tłum zaczął wiwatować, choć Rilnen wychwyciła z tłumu krzyki napalonych licealistów, które brzmiały mniej więcej „Rozbierzcie się!”. Pogratulowała sobie w duchu tego, że układ taneczny rozpoczynają odwrócone tyłem do publiczności, bo nie widziała tych wszystkich par oczu w nią wlepionych, ale gdy tylko usłyszała beat Fall Out Boy, cała trema zniknęła. Chórek w pierwszych wersach przypominał jej śpiew kibiców.
When it hits it'll knock you to the ground
– Rilnen Christensen i jej pieprzony skład jak widać w formie! – relacjonował Hiruma, którego komentarz nadawano online. – Panna Christensen, uznawana przez społeczeństwo za wariatkę, objęła w tym roku stanowisko kapitana drużyny, ale jak widzimy, dziewczyna ma w sobie dużo ognia, tak samo jak nowa cheerleaderka, Lydia Martin!
– Dobre są, prawda? – zapytał Scott. Cała drużyna już siedziała na ławce i także przypatrywali się występowi koleżanek. – Stiles? – Wilkołak spojrzał na przyjaciela, który dopiero po chwili oderwał wzrok od dziewczyn.
– Taa… a gdzie Liam?
Rzeczywiście, młodego bety nie było na ławce. Chłopaki rozejrzeli się dookoła, ale nie było go nawet na trybunach, a jego zapach Scott wyczuł dopiero gdzieś w pobliżu transformatora prądu.
– Co on tam… – nie dokończył, bo nagle światło na boisku zgasło, ale piosenka nadal grała.
And it shakes up everything around
Sekundę później rozbłysło czerwone światło ze strony murawy, oświetlając nadal tańczące cheereaderki. To Rilnen stała na środku, trzymając dwie race. Fall Out Boy weszli w ostatni refren, a dziewczyny niespodziewanie zerwały z siebie dresowe spodnie, ukazując atuty swoich pięknych nóg. Razem z piosenką Christensen zaśpiewała ostatnie nuty, po czym równocześnie ucichła muzyka, race zgasły, lampy na powrót zapalono, a tłum zaczął jeszcze głośniej wiwatować.
– Proszę państwa, cóż za niesamowity występ! Prawie jak Superbowl, a wiemy, że prawie robi wielką różnicę…
– Skup się na komentowaniu, Hiruma – upomniała go Ivrel.
– Przepraszam, pani profesor. – Posłał wilczycy szeroki uśmiech. – Zawodnicy już na boisku!
– Gdzie jest Rilnen? – zapytał Stiles, gdy znaleźli się już na boisku.
Cheerleaderki ustawiły się po przeciwległej stronie boiska, twarzami do trybun, ale ich pani kapitan nie było wśród nich.
– Pewnie poszła wyrzucić race… – Scott uśmiechnął się do przyjaciela zza kratki kasku. – Ma twoją koszulkę. – Wskazał broda na biegnącą za bramką blondynkę, która szybko dołączyła do reszty składu machającego pomponami.
– Co? – Stiles zmarszczył brwi, ale wilkołak miał rację. Stilinski wcześniej nie zauważył, że cheerleadreki miały na sobie koszulki męskiej drużyny, a jego numer nosiła właśnie Rilnen. – O mój Boże… – mruknął, kiedy jego oczy dostrzegły coś bardzo niepokojącego. Nie zdążył jednak podzielić się tym ze Scottem, bo sędzia właśnie zaczął mecz.
– Gdzie ty byłaś? – zapytała Lydia, patrząc na Rilnen piorunującym wzrokiem, kiedy ta dołączała do zespołu, ściskając swoje pompony.
– No, przecież nie będę jak ten dziwak, sama w gaciach stała.
Lydia spojrzała na nogi przyjaciółki i wydała krótki zduszony okrzyk.
– Rilka…!
– Zamknij się! Nic mi nie jest! – Ril uciszyła banshee znaczącym spojrzeniem. – Wszystko jest w porządku.
Jeszcze przez moment patrzyły na siebie, po czym odwróciły się w stronę boiska. Mecz był zacięty, ale w niczym nie przypominał sportowych rozgrywek, jakie Rilnen zwykła oglądać na żywo w Polsce. Dwudziestu zamaskowanych nastoletnich chłopców latało z kijami i Ril nie bardzo ogarniała kiedy miała prawo wrzeszczeć na sędziego za niepodyktowany rzut wolny. Najbardziej jednak brakowało jej śpiewu kibiców i, choć co chwilę próbowała zagrzewać cheerleaderki do miernych okrzyków typu „Do boju, Cyklony!” to nie umywało się to jednak do starego, dobrego „Jazda z kurwami”.
Dopiero gdzieś pod koniec drugiej kwarty Christensen zauważyła, że stojący na środku boiska Stiles przypatruje jej się od dłuższej chwili. Chciała nawiązać z nim kontakt wzrokowy, ale przez jego kask było to niemal niemożliwe. Chłopak jednak opamiętał się i chciał ruszyć się z miejsca, ale dwójka rosłych przeciwników wpadła na niego, zwalając go z nóg. Sędzia jednak nie przerwał gry, choć wyglądało to na celowe zagranie, a Stiles dłuższą chwilę leżał na trawie.
So get prepared for war
– Skurwysyny! – wrzasnęła Rilnen. – Sędzia, tu był faul! – widząc zerowe zainteresowanie arbitra, rzuciła pomponami za siebie i wbiegła na murawę. – Ślepy jesteś?!
Trybuny ucichły, przypatrując się, co robi kapitan cheerleaderek.
– O, nie… – mruknęła Ivrel i przejechała dłonią po twarzy.
– Gwizdek ci ukradli?! Stevie Wonder, kuźwa, to się patrzy, co się dzieje na boisku…
– Ale, Ril, już wszystko w porządku… – Stiles pozbierał się z murawy i razem ze Scottem próbowali uspokoić wkurzoną dziewczynę.
– Nie jest w porządku, bo jakiś sprzedawczyk psuje grę…
– Może pan uspokoi swoją dziewczynę? – sędzia uśmiechnął się pobłażliwie do Stilesa, po czym odbiegł, odgwizdując koniec drugiej kwarty.
– Nie jestem jego dziewczyną! I wracaj tu, szmac… – reszta jej słów została zagłuszona przez dłoń Ivrel, która doskoczyła do siostry, zasłoniła jej usta i zaczęła ciągnąć w stronę szatni.
– Proszę państwa, co za emocjonująca końcówka drugiej kwarty! – Hiruma prawie płakał ze śmiechu. – Mówiłem, że ta pieprzona Christensen to wariatka!
– Puść mnie, Ivrella, bo nie ręczę za siebie…
– Czy ty mi próbujesz grozić? – Iv wydawała się niezwykle rozbawiona zachowaniem siostry. – Co ci na mózg padło?
– Widziałaś tego ślepego ch… – urwała widząc, że Scott, Stiles i Lydia zmierzają w ich stronę.
– Już? Uspokoiłaś się? – zapytała rudowłosa. – To teraz może wyjaśnisz nam to? – wskazała na nogi Rilnen.
– A co jest nie tak?
– Rila, masz siniaki i zadrapania i wygląda to podejrzanie!
– Powiedziałam ci, że nic mi się nie stało. – Rilnen chciała odejść, ale Ivrel złapała ją za nadgarstek.
– Wyjaśnij. – zażądała Iv władczym tonem, ale jej siostra przewróciła oczami.
– To jeszcze siniaki po walce w Eichen…
– Ril, czy on Cię skrzywdził?! – Stiles wyglądał na nieźle przerażonego.
– Nie, idioto! Chciał, ale… – Ril zaczęła wyłamywać sobie palce patrząc na Ivrel, która tylko uniosła wyczekująco brwi. – Tak jakby się zatrzymał. Powiedział… powiedział, że w każdej chwili mógłby mnie zabić, ale jeszcze nie teraz.
– Co? Co to znaczy „nie teraz”?
– Mówił, że przygotowuje dla mnie symboliczną śmierć. Ofiarę. – Spojrzała na każdego po kolei.
But survival is a must
Wszyscy byli zaskoczeni  jej wyznaniem. Lydia zakryła usta dłonią, Scott marszczył brwi, nie bardzo rozumiejąc sytuację, a Stiles przeraził się jeszcze bardziej. Tylko Ivrel wyglądała najspokojniej, choć wewnątrz kipiała z gniewu, jednak nie na wrogów, o których opowiadała jej siostra, a na samą Ril, która nie stosowała się do tego, co sama postanowiła.
– Okej, czekaj. – Pierwszy jednak odezwał się Stilinski. – Mieliśmy już do czynienia z psychopatycznym darahiem i wiemy, że do ofiary potrzebuje jeszcze dwóch osób. I tak, przepraszam, ale jako kogo chciałby cię ofiarować?
– Jako dziewicę.
– Co?
– Tak, ja wiem, że to brzmi dziwnie, osiemnastoletnia dziewica, ale przy Ivci nic nie brzmi dziwnie.
– Czy ty coś sugerujesz? – warknęła starsza Christensen i pogroziła siostrze palcem. – Znowu sobie grabisz, gówniaro.
Ale Rilnen uśmiechnęła się tylko i wskazała na boisko.
– Powinniśmy wracać, zaczyna się druga połowa.
– I proszę państwa, wracają! – krzyknął Hiruma do mikrofonu. – A już myślałem, że wywiozą tę wariatkę do Eichen, gdzie swoją drogą, powinni ją trzymać…
– A ja cię zaraz wpakuję do grobu, jak się nie zamkniesz. – Ivrel usiadła obok chłopaka i przytknęła rozcapierzone pazury do jego gardła. Przez sekundę patrzyli na siebie, po czym Hiruma poprawił słuchawki i spojrzał na boisko.
– A to była, jak zwykle charyzmatyczna, pani profesor Christensen! Wróćmy jednak do tej, jakże nudnej gry, która w niczym nie jest tak pasjonująca jak futbol…
Reszta meczu upłynęła w przyjaznych już warunkach, a Cyklony odniosły zwycięstwo dwadzieścia do szesnastu. Najbardziej cieszyła się Rilnen, która wraz z końcowym gwizdkiem ryknęła ze szczęścia i jako pierwsza wbiegła na boisko. Za nią jednak podążyła reszta cheerleaderek, by świętować zwycięstwo wraz z graczami.
– Wygraliśmy! – wrzeszczała Ril, która najpierw wyściskała Liama, potem Scotta i już miała rzucić się w ramiona Stilesa, ale w ostatnim momencie się zatrzymała i podała mu rękę, uciekając wzrokiem gdzieś w bok.
– PANNO CHRISTENSEN! – usłyszała za sobą głos trenera. Odwróciła się, przybierając na twarz uprzejmy uśmiech.
– Tak, trenerze…?
– Jam mam nadzieję, że własność drużyny wróci na swoje miejsce! – spojrzał na nią groźnie, po czym odszedł.
– Więc… – Rilnen odwróciła się z powrotem do przyjaciół. – Do zobaczenia w poniedziałek? – pomachała jeszcze na do widzenia i skierowała się w stronę Ivrel, którą zauważyła ponad ramieniem Scotta. Siostra patrzyła na nią znacząco.
– Musimy się dowiedzieć, kim jest ten psychopata – stwierdził Stiles, ściskając kij w rękach. – Wiem, że ona nie jest członkiem naszego stada, ale wydaje się być całkiem bezbronna.
– Obronimy ją. – Scott wydawał się być peny tego, co mówi. – Obronimy je obie.
So will you stand with us


Stiles rzucił torbę w kąt pokoju i padł na łóżko, zmęczony jak nigdy. Policzek, który sprzedała mu Malia pod szatnią nadal go piekł, choć już sam nie był pewny, czy przypadkiem nie zasłużył. Jego dziewczyna nadal nie rozumiała, że nie wszyscy ludzie potrafią się sami obronić, a psychopatyczny doktorek jest nowym zagrożeniem w Beacon Hills. Rilnen nie wymyśliła tego wariata, czego dowodem było jej posiniaczone ciało. Nie podobało się Stilesowi to, co planował ich przeciwnik…
Zerwał się na równe nogi, kiedy przypomniał sobie swoje spotkanie z Granzem. Teraz był już pewny, że Christensen miała rację co do śmierci jego matki. Przerażenie ścisnęło jego żołądek, a myśli biegały jak szalone. Złapał za flamaster i już miał zacząć bazgrać po tablicy, ale zatrzymał rękę nie wiedząc od czego zacząć. Jedno było pewne – Szayelapporo Granz go poznał i wie, że on, Stiles jest synem Claudii Stilinski. Czy przypadkiem podszedł do samochodu tego dnia, czy było to zaplanowane, to nie było istotne. Niewątpliwie jednak, mają nowego wroga i muszą go jak najszybciej pokonać.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi, a Stiles aż podskoczył. Był sam w domu, ojciec pojechał na nocną zmianę, więc instynktownie złapał za stojący w kącie kij bejsbolowy i powoli zszedł na dół, a ktoś stojący za drzwiami zapukał ponownie. Chłopak wziął głęboki oddech, po czym szybko otworzył drzwi i zamachnął się kijem, ale zatrzymał się w ostatniej sekundzie, zdając sobie sprawę, kto stoi na progu.
– Jezus Maria, Stilinski! – wrzasnęła Rilnen, która wystraszyła się tak ofensywnej postawy kolegi. – To już od razu mnie dobij i będzie po kłopocie!
– Przepraszam! – Stiles złapał Ril za rękę i wciągnął do mieszkania. Wyjrzał jeszcze przez drzwi, po czym zatrzasnął je i przekręcił wszystkie zamki.
– Aha, okej… – blondynka uniosła brwi, dziwiąc się jego zachowaniu. – Coś się stało? Wyglądasz na przestraszonego…
– Nie, wszystko w porządku! – zaśmiał się nerwowo.
Ale Rilnen wcale mu nie uwierzyła. Stropiła się, kiedy zauważyła jego czerwony policzek.
– Wybacz, nie powinnam przychodzić… – bąknęła i chciała chłopaka wyminąć, by dostać się do drzwi, ale on zagrodził jej drogę rozumiejąc, o co jej chodzi.
– To nic takiego. A ty nie zjawiałabyś się tu bez powodu. – Spojrzał na nią znacząco.
I think it might wash away tonight
– Ja tylko… – uciekła wzrokiem w kąt przedpokoju. – Ivrel gdzieś poszła, a ja nie chciałam siedzieć sama w domu… a ty mieszkasz najbliżej…
– Dobrze zrobiłaś, że przyszłaś. – Stiles uśmiechnął się ciepło i wskazał jej schody. – Zrobię herbaty.
Rilnen pokiwała głową i wspięła się na górę, czując ulgę. Nie weszła jednak do pokoju Stilesa, tylko na strych, gdzie nadal znajdowały się rzeczy jego matki. Miała nadzieję znaleźć tam coś, co pozwoli jej choć na chwilę poczuć się bezpiecznie. Najbardziej liczyła na jakieś stare notatki dotyczące walki z Granzem, ale szczerze wątpiła, by jej mistrzyni była w stanie napisać cokolwiek w ostatnich chwilach życia. Jednak księga, leżąca spokojnie na stojaczku, nie powiedziała jej nic ciekawego. Przerzucała właśnie pożółkłe stronice, kiedy w pokoju pojawił się Stiles z dwoma kubkami parującej herbaty, które postawił na najstabilniejszym kartonie.
– Ivrel nie wróci na noc, prawda? – zapytał, a Ril pokręciła głową. – Więc zostań.

KLIK (piosenka na zakończenie, hihi :D) 

This war we're fighting is not just writing

2 komentarze:

  1. Boże, a co się Ril czepia pomponiarek, przecież wiadomo, że nie grzeszą inteligencją. Przynajmniej zazwyczaj. Dziwię się, że jej nie zjechały tylko tak po butach paczą. Przecież normalnie to by taki hejt poleciał, że o jaaa. Ale tekst o reklamie majtek wlazł.
    "– Proszę państwa, co za emocjonująca końcówka drugiej kwarty! – Hiruma prawie płakał ze śmiechu. – Mówiłem, że ta pieprzona Christensen to wariatka!"
    Hiruma tu sobie nieźle pogrywa z komentowaniem, kurwa, kto mu dał uprawnienia. A tak... Iv...
    Nooooo, jaka końcówkaaaaaaa ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paczą po butach, bo tu Rilcia musi mieć jakiś respekt... :P
      Kto mu dał uprawnienia, no z tym to grubsza sprawa, nic za darmo, c'nie? :D

      Mam nadzieję, że końcówka wlazła i że daje takie emocje, jakie chciałam przekazać, bo to takie... half of a season? Takie.. The road so far? If you know what I mean? :D

      Usuń

Grupa Pisania Kreatywnego

Grupa Pisania Kreatywnego
Cotygodniowe wyzwania piśmiennicze, w których osobiście biorę udział i zapraszam wszystkich, którzy jarają się pisaniem. :)

Akta Sprawy

We Must Be Killers

"Ktoś kiedyś powiedział, że za każdym sukcesem mężczyzny stoi kobieta. Chciałbym, żeby za moimi też stała, najlepiej, wilczyca, a nie własny ojciec, wrzeszczący średnio co pięć minut, że zima idzie."
rating M / "Teen Wolf"&"Bleach"&"Eyeshield21" Crossover
Angst/Crime/Drama/Family/Frienship/Humor/Mystery/Supernatural
/D. Hale x OC / M. Stilinski x OC/



[Szablon wykonany przez Jill na potrzeby zaczarowane-szablony.blogspot.com]